Archive for the ‘Marketing’ Category

Rebranding – bierzmy przykład z rynku motoryzacyjnego

poniedziałek, Maj 16th, 2011

Marka Škoda ma już 110 lat. Produkcja aut została zainicjowana w 1895 roku przez firmę Laurin & Klement. Firma nazwana została od nazwisk założycieli Vaclava Laurina and Vaclava Klementa. Nastepnym etapem w życiu firmy było przejęcie przez konglomerat przemysłowy Škoda. Stało się to w roku 1924. Do nazwania produkowanych samochodów zaadoptowano markę Škoda. Nazwa ta pochodzi od nazwiska przemysłowca Emila Škody. Škoda Auto została wydzielona po II Wojnie Światowej i jest obecnie częścią grupy Volkswagen. Zapowiedzią dalszych zmian w firmie i walki o coraz lepsza pozycje rynkową jest nowe logo. Zmian na lepsze, bo marka jest w trendzie wzrostowym. Niewiele marek motoryzacyjnych po kryzysie rozwija się tak dobrze jak Škoda. Na wielu rynkach samochody z logo Škody są w czołówce sprzedaży. Wprowadzenie nowego logo było kwestią czasu. Stare logo było już mocno nie na czasie i pozostawało w tyle za dynamicznym rozwojem marki i wzornictwem produktów. Nowy znak towarowy Škody ujrzał światło dzienne podczas Salonu Samochodowego w Genewie. To tradycyjne dla tej branży miejsce prezentowania zmian i nowości. Sloganem towarzyszącym prezentacji odnowionego logo jest “The New Power of Skoda”. Zmiany w logo nie są duże, to raczej stylizacja niż modyfikacja. Taki rebranding, ma z jednej strony pokazać nawiązanie do ponad stu letniej tradycji, z drugiej strony prezentować postęp i zorientowanie na rozwój. Uskrzydlona strzała idzie w trendzie projektowania logo firm motoryzacyjnych. Jest przestrzenna, trójwymiarowa. Uproszczona a przez to bardziej czytelna. Škoda nieustannie ewoluuje. Nowoczesny wygląd znaku ma odzwierciedlać ambicje marki marki, jak opisuje to zarząd spółki.

Nad stworzeniem logo Škoda, pracowano w latach dwudziestych minionego wieku. Podstawowy element – indiańska strzała – przetrwał do dziś. Geneza logo mówi o podróżach właściciela firmy po Ameryce. Przewodnikiem Emila Škody był wierny Indianin, a obraz profilem Indianina zdobił ścianę biura przemysłowca. Wytłumaczenie dobre jak każde inne.

Redesign logo ma służyć odświeżeniu wizerunku marki. Logo ma podążać za wzornictwem samochodów. W tej branży dzieje się to raz na kilka, kilkanaście lat. Zmiana logo jest najprostszym ale i najskuteczniejszym sposobem na poprawę lub udoskonalenie wizerunku. Jest szybko zauważalne, nie niesie ze sobą tak dużych nakładów jak kampanie reklamowe. Zmiany logo pozostawiają trwały ślad w komunikacji marki. Cały system identyfikacji jest wtedy nośnikiem nowego wizerunku. Nośnikiem trwałym w odróżnieniu od ulotnej reklamy.

Tak postąpiło Audi ze swoimi czterema pierścieniami. Pretekstem do zmian w logo i wizerunku była rocznica marki. W wypadku Audi była to 100 rocznica powstania firmy. Podobnie uczyniły choćby Fiat i Citroen. Ale rocznica to tylko pretekst. Ważniejsza jest chęć zakomunikowania otoczeniu nowej strategii rozwoju, innowacji wprowadzanych w ofercie, rozszerzenia na nowe linie ofertowe lub wejście na nowe rynki lub do nowych segmentów klientów. Logo Audi istnieje od lat 30. ubiegłego stulecia. Wtedy powstała Auto Union, firma łącząca cztery marki – Horch, Wanderer, DKW i Audi.

Citroen, także z okazji rocznicy postanowił odświeżyć swój wizerunek. Tu chodziło o okrągła 90 rocznice powstania marki. W tym wypadku także nie chodzi o całkiem nowy brand, a jedynie o nowe w wyrazie logo. Charakterystycznych dwie litery „V” po zmianie wyglądają podobnie. Logo zostało jedynie nieco unowocześnione, wygląda jakby było naturalnie pokryte chromem. Przestylizowane elementy graficzne nadają nowemu logo trójwymiarowy charakter. Logotyp również został delikatnie odświeżony, zastosowano nowocześniejszą typografię.

W ostatnich latach logo zmieniły także Fiat, Lancia oraz Dacia, rumuńska marka należąca do koncernu Renault. W Dacii zachowano niebieski kolor, symbolicznie związany z marką, ale przeprojektowano formę graficzną logo.

W prezentowanych przypadkach zmiany logo były kosmetyczne, nowe projekty silnie nawiązywały do historii marki i jej symboliki. W wypadku firm motoryzacyjnych dotyczyły uprzestrzennienia logo, nadania mu „chromowego” wyglądu i bardziej nowoczesnych form. Jest to wręcz konwencja branży. Tak było także w wypadku marki Peugeot. Lew jest kojarzony marką Peugeot od 1858. Ostatnia zmiana logo miała za sobą pociągnąć przewartościowanie i modyfikację wizerunku firmy.

Przy okazji zmian logo wprowadzany jest także nowy claim, slogan korporacyjny. Stylizacja formy logo, jej kolorystyki i nowy slogan łączą się w jeden spójny komunikat, ukierunkowany na lansowanie nowych wartości i aspiracji marki.

Każdorazowo stylizacja logo ma na celu podniesienie wartości marki. Kolejnym celem jest wzmocnienie konsekwencji w jej komunikowaniu. Stale utrzymywany wizerunek nie tylko się dewaluuje ale i ze względu na wielość komunikatów rozmywa i rozprasza w swoim przekazie. Restylizacja wymusza uporządkowanie wszystkich materiałów i komunikatów marketingowych.

Przemysł motoryzacyjny, ze względu na szybki postęp technologiczny i następujące za tym zmiany produktów, jest branżą w której rebranding jest procesem absolutnie naturalnym. Nikt nie boi się utraty klientów z powodu zmiany logo. Wręcz przeciwnie, managerowie widza jak marki się starzeją i starają nadążać za zmianami we wzornictwie. Logo musi pasować do coraz nowocześniejszego wyglądu pojazdów, które markuje. Ta spójność jest oczywista dla zarządzających markami. Patrząc na rynek motoryzacyjny, dziwi konserwatyzm wielu właścicieli firm z branż o wiele dynamiczniej się zmieniających , jak na przykład marki z rynku FMCG.

Firmy mają swoje strategie biznesowe i zapisane w nich cele: chcą bezpiecznie i regularnie zarabiać lub zwiększyć swoją wartość na potrzeby transakcji. Do osiągnięcia tych celów można wykorzystać własność intelektualną, w tym także zarządzanie markami. Z tego powodu firmy sprawdzają, czy i w jakim stopniu posiadana przez nich marka jest dopasowana do strategii biznesowej, czy i jak można ją dopasować, czy i jak można ją uzupełnić, aby optymalnie wspierała realizację strategii. Jeśli firma uzna, że chce szybko podnieść swoją wartość, powinna budować wartościowe marki. Te, jeśli są unikatowe, mogą być również użyte do zwiększania sprzedaży i podnoszenia marży dzięki wykorzystaniu pozycji lidera.

To strategia wyznacza marce rolę w firmie, i niekiedy bywa wobec niej bezwzględna. Nissan produkował przez wiele lat swoje samochody pod marką Datsun. Ponieważ firma wspierała japońską armię podczas wojny, nazwa Nissan nie kojarzyła się najlepiej, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych. Jednak czas zacierał złą reputację i już w latach 60-tych wypuszczono pierwsze modele pod główną marką. Przez jakiś czas obie funkcjonowały równolegle, aż do lat 80-tych. Koncern był obecny na wielu rynkach i dwie marki wywoływały u klientów konfuzję. To również wiązało się z większymi kosztami, między innymi na reklamę. Aby wzmocnić wizerunek firmy jako całości, najpierw wprowadzono oznaczenie Datsun by Nissan, aż w 1986 roku został sam Nissan. Marka ta była do tej pory zarezerwowana dla samochodów ciężarowych. Zmiana wiązała się jeszcze z jednym aspektem, mianowicie złą reputacją marki Datsun. Kojarzona ona była ze słabą jakością japońskiego produktu.

Rebranding może mieć dwie przyczyny. Wsparcie firmy w skoku do przodu, lub ucieczkę od złej reputacji. Pomimo tego, że powody są tak różne, narzędzie w obu wypadkach jest identyczne. Zmiana logo nie jest najdrastyczniejszym ruchem. Na rynku można spotkać wiele przypadków zmian, łącznie ze miana nazwy. Takie rozwiązanie sugeruje zdecydowane zerwanie z historią i tradycją marki.

źródło: Rebranding – bierzmy przykład z rynku motoryzacyjnego

Przygotowanie negocjacji cz.2

sobota, Maj 14th, 2011

Pierwsza część artykułu znajduje się tu.

4. Określenie przestrzeni negocjacyjnej

Następne zagadnienie to wstępna próba określenia, a właściwie przewidzenia przestrzeni negocjacyjnej, inaczej mówiąc pola potencjalnych negocjacji. Pojęciem tym określamy odległość między dwoma skrajnymi opcjami stron. Przykładowo na giełdzie staroci ktoś sprzedaje patefon i wycenia go na 1000 zł, ale jest potencjalnie gotowy opuścić nawet połowę. Natomiast potencjalny kupujący oferuje 600 zł, chociaż uważa, iż warto za daną rzecz zapłacić nawet 1200 zł. Będziemy mieli tutaj do czynienia z tak zwaną szeroką przestrzenią negocjacyjną. W takim przypadku pole negocjacyjne zawiera się pomiędzy 600 a 1000. Sprawa potoczy się dość prosto, pole jest szerokie, powiedzmy, że strony zgodzą się na 800 zł. Wyobraźmy sobie inną sytuację. Sprzedający za ów patefon żąda  1000 zł, jest gotów opuścić maksymalnie 10 %, tymczasem nabywca oferuje 800 zł, mając w kieszeni 910. W tej sytuacji będzie znacznie trudniej, w takim wypadku mówimy o wąskiej przestrzeni negocjacyjnej. W praktyce może pojawić się sytuacja, kiedy to przestrzeń negocjacyjna będzie ujemna. Wracając do naszego przykładu, sprzedawca żąda 1000 zł i mówi, że opuści ewentualnie 10 %, tymczasem nabywca oferując 600 zł, ocenia wartość przedmiotu na maksymalnie 800 zł. W tym wypadku pole ujemne wynosi 100 i do transakcji prawdopodobnie w ogóle nie dojdzie. Określenie potencjalnej przestrzeni negocjacyjnej jest istotne z dwu powodów, po pierwsze ze względu na prezentacje ofert pierwotnych ( o czym poniżej ) i po drugie ze względu na określenie potencjalnego sukcesu w transakcji. Jeśli przewidujemy zdecydowanie ujemne pole negocjacji, może nie należy przystępować do rozmów, lub zmienić partnera.

5. Opracowanie scenariuszy i ich analiza

Następnym krokiem w przygotowaniach do negocjacji jest opracowanie i analiza scenariuszy rozmów, oczywiście do tej części prac przystępujemy już po wybraniu potencjalnego partnera. Z reguły najpierw opracowuje się dwa skrajne scenariusze, wariant optymistyczny – co byśmy chcieli maksymalnie osiągnąć, wariant pesymistyczny – na co w skrajnym wypadku możemy się zgodzić. W praktyce potrzebny jest scenariusz „uśredniony”, przewidywany przez nas do realizacji. W miarę możliwości, czasu do dyspozycji oraz chęci można się pokusić o opracowanie kilku średnich scenariuszy. W trakcie tych działań, celem ułatwienia sobie pracy, można posługiwać się typowym kwestionariuszem. Podstawowe scenariusze winny zawierać informacje dotyczące: problemów podstawowych do załatwienia, kwestii drugorzędnych, słabych i silnych punktów obu stron, oczekiwań stron, propozycji oferty wyjściowej, kolejnych ofert i propozycji, „wymiany coś za coś”, oczekiwań maksymalnych, oczekiwań minimalnych – tzw. punktów oporu, spodziewanej argumentacji, punktów spornych i konfliktowych. Ponadto kalkulacji wartości poszczególnych rozwiązań, przewidywanych kosztów i zysków obu stron, pierwotne wersje materiałów i dokumentów, podziału ról w zespole (o tych elementach poniżej).

6. Kalkulacja wartości rozwiązań

Każda ze stron potencjalnego porozumienia lub kontraktu, niezależnie od drugiej dokonuje własnej kalkulacji strat i zysków. Warto więc przekalkulować dokładnie własne koszty poszczególnych rozwiązań, oraz spodziewane zyski. Potrzebne jest to zwłaszcza przy skomplikowanych zagadnieniach, chodzi o to aby w trakcie rozmów nie używać zbyt często kalkulatora lub nie robić przerw na kolejne wyliczenia. ponadto nie należy pokazywać zbyt otwarcie, że coś musimy wyliczać. Istotne jest to, aby być przygotowanym na różne propozycje i samemu dysponować różnymi rozwiązaniami. Istotnym jest również umiejętność liczenia kosztów alternatywnych. Na przykład czy mam sam malować mieszkanie, tracąc na to tydzień czasu czy też wynająć kogoś i zapłacić 1000 zł. Czasem pojawia się oczekiwanie aby obustronne korzyści były równe bo wtedy jest „sprawiedliwie”, w rzeczywistości takie rozwiązania są mało prawdopodobne. Zupełnie patologicznym zaś jest zastanawianie się ile to na danej transakcji zarobił mój partner, ważne jest bowiem ile to my zarabiamy, czy to dla nas jest korzystne lub nie. Należy pamiętać, iż postrzeganie wartości tych samych przedmiotów przez różne osoby nie musi być takie same. Obrazując to na przykładzie. Pan Jan ma pusty plac, którego w żaden sposób nie wykorzystuje, tym samym z samego faktu posiadania nie uzyskuje on żadnych korzyści, dodatkowo zaś ponosi on wydatki związane z opłacaniem podatku od nieruchomości. Tymczasem pan Zenek prowadzący na sąsiedniej posesji hurtownię materiałów budowlanych wynajmuje dodatkowy plac składowy w odległości 10 km, płacąc 500 zł miesięcznie. Dla pana Zenka ten plac może przedstawiać dużą wartość, np. 1000 zł miesięcznie. Widzimy więc, że oferty lub ustępstwa jednej strony nie muszą być postrzegane przez drugą jako równie zyskowne bądź kosztowne.

źródło: Przygotowanie negocjacji cz.2

Co w trawie piszczy czyli ceny ziemi w Polsce

piątek, Maj 13th, 2011

Skończyła się gra w zielone i wzrosty cen ziemi po 30% rocznie, po czasach kiedy warto było inwestować w jakiekolwiek grunty dla większości inwestorów zapaliło się pomarańczowe światło. A Ci, którzy nie mają wiedzy jak inwestować w ziemię mogą za niewłaściwe decyzje ponieść karę w postaci zamrożenia gotówki na długi okres. Dzisiaj, aby inwestować w ziemię potrzebna jest wiedza w jakie grunty warto inwestować, w jakiej lokalizacji i cenie warto nabyć ziemię.

Kupujący, którzy nabyli grunty zbyt drogo nie mają perspektywy na szybką sprzedaż i odzyskanie zainwestowanych pieniędzy, a już na pewno nie zrealizują krociowych zysków. Można mnożyć przykłady osób, które kupiły grunty rolne w świetnej lokalizacji z myślą o ich dalszej odsprzedaży, ale gmina nie zgadza się na wydanie warunków zabudowy dla wydzielonych działek i w związku z tym grunty takie mają jedynie walor rolniczy. Przeszkodą dla szybkiej sprzedaży działki może być brak dojazdu do działki, zbyt daleka odległość od linii energetycznej, czy też teren podlegający ochronie architektonicznej, archeologicznej, środowiskowej ( różne programy np. NATURA 2000) lub przeznaczenie w planach miejscowych pod cel publiczny (np. drogę).
Większość kupujących zorientowała się, że boom na grunty minął i już nigdy nie wróci z takim natężeniem jak w latach 2003-2009, od początku kryzysu do chwili obecnej następuje korekta cen ziemi w dół. Osoby, które dziś chcą sprzedać ziemię zderzają się z twardymi realiami rynku kupujących. Zmniejsza się liczba osób kupujących działki z zamiarem budowy domu w perspektywie kilkuletniej, które do tej pory kierowały się przekonaniem, że zakup działki budowlanej to świetny interes, bo przecież nawet jeśli nie zbuduję domu to cena działki będzie wzrastać o 30% rocznie. Dwucyfrowe wzrosty cen szybko nie powrócą i potencjalni nabywcy są tego świadomi, dlatego działki budowlane kupują najczęściej osoby zdecydowane na budowę domu w perspektywie 1-2 lat.

Jak zarabiać na inwestowaniu w ziemię?

Nadal można zarabiać na inwestowaniu w ziemię krocie, ale trzeba zmienić sposób działania. Ciągle dynamicznie rozwija się zakup ziemi rolnej z zamiarem jej przekształcenia na budowlaną. – Nie liczyłbym na naturalny szybki wzrost cen ziemi, ale nadal można zarabiać wykorzystując dużą różnicę pomiędzy ceną działki rolnej, a budowlanej. Trzeba jednak mieć świadomość, że proces zmiany przeznaczenia gruntu na budowlany jest kosztochłonny, złożony i łącznie ze sprzedażą może zająć kilka lat, a ze względu na skalę inwestycji w większości przypadków nie jest dostępny dla przeciętnego Kowalskiego.

Po zakupie większych areałów ziemi rolnej na przedmieściu należy dążyć do stworzenia Planów Miejscowych,  które poza precyzyjnym określeniem  przebiegu dróg , mediów, granic zabudowy, pozwoliłoby na podziały geodezyjne na małe działki po około 1000 metrów. Polega to na tym, że właściciel gruntu zwraca się do gminy w wnioskiem o objęcie danego terenu planem miejscowym. Następnie gmina na sesji swojej rady uchwala, podejmuje uchwałę o przystąpieniu do stworzenia planu miejscowego i ogłasza przetarg na wykonawcę tego planu (czyli dla pracowni architektoniczno-urbanistycznych).

Koszt opracowania takiego planu miejscowego o powierzchni średnio ponad 5 ha kosztuje średnio ponad 20’000 zł. Wypowiadają się w nim drogowcy, energetycy, sieci wodne, strażacy, archeologia, konserwator zabytków, ochrona przyrody i wszystkie instytucje mające możliwość ingerencji w plan miejscowy. Uchwalanie planu trwa średnio około 15 miesięcy, dlatego, że po stworzeniu przez pracownie wizji czy koncepcji, jest ona przedstawiana na sesji rady gminy i dopiero wtedy następuje głosowanie nad przyjęciem lub odrzuceniem danej koncepcji.  Uchwalenie planu zmierza do zmiany przeznaczenia gruntu z rolnego na budowlany co powoduje wielokrotny wzrost jego wartości i terenów sąsiednich.   Średnia różnica między ceną działki rolnej, a ceną działki budowlanej to minimum 500%, a średnio 1000%.

Należy wziąć pod uwagę, że przy zmianie przeznaczenia działki na budowlaną będzie koniecznie poniesienie opłat od wzrostu wartości działki tzn. opłaty adiacenckiej dla gminy (ograniczonej przez ustawodawcę do nie więcej niż 30% od wzrostu wartości, zazwyczaj jest to 20%) i opłaty planistycznej  (zależy ona od uchwały rady gminy, jest to w granicach 20% wzrostu wartości, przy czym nie wszystkie gminy pobierają opłatę planistyczną). Opłaty te są pobierane tylko  i wyłącznie jeśli ktoś w ciągu 5 lat od przekształcenia teren sprzeda. Po pięciu latach od uchwalenia planu powyższe opłaty nie występują. Cała operacja zmiany planu miejscowego może zająć średnio 15 miesięcy.  Warto poświęcić półtora roku na uchwalenie planu miejscowego, ponieważ klienci chętniej kupują działki budowlane, na których wiadomo, gdzie są kable energetyczne wkopane w ziemię, skrzynki energetyczne z licznikami dla poszczególnych nowo wydzielonych działek, zaplanowana sieć wodno-kanalizacyjna i dostęp do drogi publicznej.

Nie jesteśmy na tyle bogatym społeczeństwem, aby każdy zainteresowany inwestowaniem w ziemię mógł pozwolić na zakup kilku – kilkunastu hektarów ziemi rolnej (zwłaszcza w okolicy dużego miasta) z myślą o ich dalszym podziale i przekwalifikowaniu na działki budowlane dla indywidualnych nabywców. Dlatego w kolejnych latach coraz bardziej na znaczeniu będą zyskiwać przedsięwzięcia (firmy) gromadzące grupy indywidualnych zainteresowanych wspólnym zakupem większych areałów ziemi i tworzeniem osiedli działek budowlanych na przedmieściach, realizujące zysk nie poprzez naturalny wzrost ceny ziemi, ale wielokrotny wzrost wartości ziemi dzięki zmianie jej charakteru z rolnego na budowlany.

W jakich miejscowościach lub regionach należy  szukać atrakcyjnych działek rolnych, rekreacyjnych, pod zabudowę. Ile przykładowo trzeba zapłacić za metr działki na Mazurach, czy też Jurze Krakowsko Częstochowskiej?

Jeśli chodzi o okazyjny zakup działek, takie lokalizacje są najpilniej strzeżoną tajemnicą każdego inwestora, ponieważ takich miejsc jest coraz mniej my jako pośrednik również zostawiamy je dla naszych Klientów. Potwierdzam, że są jeszcze tereny nie odkryte, ale przesuwają się one zdecydowanie coraz dalej od centrum miast, a w przypadku działek kupowanych w celach rekreacyjnych coraz dalej od wody.

Jeśli chodzi o Mazury jest to produkt ogólnopolski, kto nie chciałby mieć swojej działki na Mazurach. Ciągle kusi klucz żurawi, cykanie świerszczy, chlupot czystej wody w jeziorze, najchętniej jak najbliżej okazyjnie kupionej działki na Mazurach. Realia cenowe są takie, działki od 10-30 zł z linią brzegową jeziora, im większa działka tym tańsza. Dalej do 1,5 km od jeziora, taki maksymalny dystans akceptują nabywcy działek na Mazurach, cena działek kształtuje się od 3,5 do 6 zł mkw w zależności od powierzchni 50’000 mkw do 3000 mkw. Im mniejsza działka tym droższa, na cenę ma również wpływ to czy działka przylega do drogi gminnej, lasu, czy na granicy działki jest linia energetyczna, jak daleko od wioski znajduje się działka. Atrakcyjne działki na Mazurach w większości są już wykupione i adresowane do ostatecznego nabywcy, jednak jest jeszcze trochę dziewiczych nie odkrytych terenów, a wytrawny poszukiwacz może znaleźć okazję inwestycyjną lub po prostu tanią działkę blisko jeziora na własny użytek.

Ciekawą ofertą jest działka w okolicy Miłakowa o powierzchni 5 ha w cenie 3,5 zł mkw otoczona w promieniu kilkuset metrów czterema jeziorami, w tym jeziorem Wakśniki najgłębszym jeziorem w województwie, 76 m-głębokości (dno widać na 5-6 metrów). Obok działki przebiega droga gminna, do wioski jest 200 metrów, a przy granicy działki przebiega linia energetyczna, wokół bardzo malowniczy teren mazurski, a na środku działki stawek z możliwością pogłębienia.

Jedynie cześć gruntów na Mazurach ma charakter rekreacyjny, mamy również w swojej ofercie gospodarstwa rolne na Mazurach. Na przykład gospodarstwo 150 ha w okolicy Bań Mazurskich w cenie 13’600 zł / ha. Inna oferta na Mazurach to 17 ha w okolicach  siedziby Gminy Dąbrówno powiat Ostróda – atrakcją jest dom z kamienia w cenie nieruchomości-łączna cena 561 tys zł-(możliwość podziału na mniejsze działki które z racji sąsiedztwa otrzymają warunki zabudowy).

Jeśli chcemy zamieszkać lub mieć działkę rekreacyjną w pięknych ekologicznych rejonach Jury Krakowsko Częstochowskiej lub Beskidów, na grunty rolne wydamy od 2 zł/mkw, a działki rekreacyjne od 5zł/ mkw. Przykładowa działka rekreacyjna uzbrojona ( woda, energia elektryczna) przy drodze gminnej o pow. 1,5 ha  w tym 2’800 mkw działki budowlanej o szerokości 37 m na Jurze w odległości około 7 km od Zamku Olsztyńskiego to wydatek 150.000 zł, a 2,2 ha działkę rolną z częścią budowlaną o powierzchni 3’500 metrów możemy kupić w cenie 120.000 zł.

Jak kształtuje się cena ziemi rolnej w ostatnich latach?

Powtórzę za moim znajomym inwestorem w ziemię „Działka jest tyle warta ile ktoś jest skłonny za nią zapłacić”. W latach 2002 – 2009 ceny gruntów rolnych wzrastały średnio o około 27 procent rocznie, a od przeszło dwóch lat ceny działek rolnych stoją praktycznie w miejscu.

Do kupujących dociera informacja, że ceny gruntów rolnych w nie rosną, a wraz tym zmniejsza się liczba osób kupujących grunty rolne w celach spekulacyjnych. Wciąż widać zwiększone zainteresowanie zakupami wśród rolników mających świadomość kurczących się zasobów Agencji Nieruchomości Rolnych, która sprzedała w 2010 r 96,5 tys hektarów gruntów rolnych. Na koniec 2010 r. w zasobie Agencji było około 2,1 mln ha gruntów, w tym większość bo około 1,6 mln ha była dzierżawiona. Należy się spodziewać, że w ciągu kilku lat zasób gruntów rolnych w Agencji się wyczerpie.

Poziom cen gruntów rolnych prezentowany przez ANR obejmuje transakcje sprzedaży gruntów rolnych dokonywane przez Agencję oraz ceny wykorzystywane przez banki przy udzielaniu kredytów na zakup ziemi rolnej.  Średnia cena hektara ziemi rolnej w 2010 roku wyniosła 15 125 zł, czyli grunty rolne podrożały w porównaniu do poprzedniego roku średnio o 1,3 %, to niewielki wzrost w porównaniu do wzrostów przed 2009 rokiem. Na dzień dzisiejszy najbardziej wiarygodnym źródłem cen ziemi rolnej są kwartalne raporty Agencji Nieruchomości Rolnych, które są tworzone na podstawie AKTÓW NOTARIALNYCH, czyli prawdziwego poziomu transakcyjnego. Informacje publikowane są co kwartał dla poszczególnych województw, warto zwrócić uwagę, że są to średnie ceny, możliwy jest zatem zakup gruntów tańszych i droższych.

W przypadku działek rekreacyjnych obserwujemy spadek cen nawet do 50% w porównaniu do cen sprzed kryzysu, przyczyną jest zatrzymanie wzrostu ceny gruntów rolnych i rosnąca nadwyżka działek rekreacyjnych wokół jezior i miejsc gdzie chętnie odpoczywamy od miejskiego zgiełku. Praktycznie wokół każdej miejscowości turystycznej jest już kilka kompleksów działek rekreacyjnych. Rolnicy również nie zasypywali gruszek w popiele i wyciągnęli wnioski z ostatnich lat kiedy to „mieszczuchy” kupowały od nich ziemię, aby ją potem odsprzedawać kilka razy drożej. Wielu rolników dzieli swoje gospodarstwa na mniejsze kawałki, coraz częściej również obok domu na wsi można zobaczyć tabliczkę „sprzedam działkę” i numer telefonu do właściciela. Podsumowując oferta działek jest bardzo szeroka, 2011 to kolejny rok kupującego, w którym można grymasić, wybierać i przebierać oraz negocjować mocno cenę działki. Sezon sprzedaży działek właśnie się rozpoczyna, a słońce i zielona trawa sprzyjają poszukiwaniom wymarzonej działki.

Czy  szukając gruntu pod budowę domu opłaca się  kupować ziemię rolną i ją odralniać, czy lepiej od razu kupić działkę  budowlaną. Jak kształtują się różnice w cenie tych dwóch typów gruntów?

Zakup działki budowlanej bezpośrednio w mieście to wydatek przekraczający możliwości finansowe większości osób zainteresowanych zakupem, w Warszawie średnio 800 zł mkw. W okolicach dużych miast ceny działek rolnych i budowlanych zrównują się ponieważ sprzedający mają świadomość, że miasto się rozbudowuje, a ich działki w ciągu kilku lat będą przeznaczone pod zabudowę. Trudno o okazyjny zakup działki bezpośrednio na przedmieściu dużego miasta, ale okazji zawsze warto szukać, przecież nie ma sensu przepłacać.
Wokół miasta rozciągają się tereny, na których możliwa jest budowa domu. Działki te w większości wypadków nie należą już do rolników, ale do inwestorów, którzy kilka lat temu kupili grunty rolne, a obecnie tworzą kompleksy działek budowlanych, uzbrajają teren, niwelują drogi dojazdowe i sprzedają działki pod zabudowę dla osób z miasta pragnących zamieszkać na przedmieściu. Można śmiało powiedzieć, że na dzień dzisiejszy działek budowlanych na przedmieściu jest więcej niż chętnych, a ich cena idzie w dół (pomijając najbardziej prestiżowe lokalizacje, w których ceny są oderwane od średnich cen rynkowych).

Na przedmieściu trudno kupić okazyjnie grunty rolne, dlatego planując korzystny zakup działki siedliskowej powinniśmy szukać jej od kilku do kilkunastu kilometrów poza miastem, a przypadku Warszawy nawet do kilkudziesięciu kilometrów od centrum. Jeśli szukamy działki siedliskowej około 30 km od centrum Warszawy musimy liczyć się z wydatkiem pomiędzy 20 – 40 zł za mkw i często z koniecznością doprowadzenia do działki mediów.

Nagrodą za znalezienie tańszej działki siedliskowej (czyli działki o powierzchni większej niż średnie gospodarstwo w danej gminie) jest możliwość budowy domu z dala od okien sąsiadów, możliwość zaaranżowania dużego ogrodu, a dodatkowo w przyszłości możemy przeznaczyć części naszej działki na sprzedaż i dobrze zarobić. Zlecić dokonanie podziałów geodezyjnych na przykład na działki rolne o powierzchni minimalnej 3000 mkw i sprzedać je drożej niż kupiliśmy nowym nabywcom chętnym do zamieszkania w naszym sąsiedztwie.

W celu zakupu działki siedliskowej poza Warszawą musimy wybrać się na poszukiwanie w bardziej odludne miejsca, bowiem trudno jest kupić tańszą działkę siedliskową w okolicy gdzie jest już dobra infrastruktura i gęsta zabudowa jednorodzinna. W takich miejscach ceny działek idą w górę, a sprzedający oferują mniejsze 1000-1200 metrowe działki budowlane w cenie od 160 do 200 zł mkw w zależności od dostępności mediów. Przykładem są osiedla działek budowlanych w okolicy Gabryelina i Czachówka. Chcąc kupić działkę budowlaną w tej okolicy o powierzchni 1000 – 1200 mkw musimy się liczyć z wydatkiem około 120’000 – 130’000 zł, działki mają podłączenie do wodociągu i prądu. 

- Również w Krakowie zauważalna jest tendencja do zamieszkiwania poza zakorkowanym i zatłoczonym miastem. W Krakowie średnia cena działki budowlanej pod dom dla klienta indywidualnego w samym mieście i na obrzeżach to około 30’000 zł za ar (100 mkw), przy czym atrakcyjne tereny np. modne dzielnice to wydatek minimum 38-55’000 zł za ar. Im większy teren, im dalej od centrum tym taniej. Niedaleko Krakowa znajduje się Puszcza Niepołomicka, jest to lokalizacja dla osób pracujących w samym Krakowie, które chcą od niego po pracy odetchnąć (niecałe 12 kilometrów od centrum miasta) kupując działki budowlane i budując dom przy puszczy i w znakomitej ciszy. Do puszczy przylegają osiedla działek przeznaczone w planie pod zabudowę jednorodzinną, m. in. 21 hektarów gruntów pod osiedle willowe, cena przy zakupie kilku działek to 8’200 zł za ar.

Przy zakupie działki sprawdza się zasada, że im dalej od miasta i linii brzegowej wody tym taniej. Warto poszukać najlepszego dla nas rozwiązania, tańszym sposobem na zakup działki pod budowę domu może być zakup działki rolnej i uzyskanie decyzji o warunkach zabudowy lub zakup działki rolnej o powierzchni większej niż średnie gospodarstwo w danej gminie, umożliwi to jej zabudowę jako tak zwanej działki siedliskowej. Lepiej kupić za te same pieniądze dużą działkę siedliskową, zamiast małej działki budowlanej.

źródło: Co w trawie piszczy czyli ceny ziemi w Polsce

Obrót walutami przez internet

czwartek, Maj 12th, 2011

Działalność kantorowa jako działalność regulowana

W myśl definicji zawartych w PD działalnością kantorową jest regulowana działalność gospodarcza polegająca na kupnie i sprzedaży wartości dewizowych oraz pośrednictwie w tych transakcjach. Zgodnie natomiast z art. 5 pkt 5 ustawy z dnia z dnia 2 lipca 2004 r. o swobodzie działalności gospodarczej (dalej jako SDG) działalnością regulowaną jest działalność gospodarcza, której wykonywanie wymaga spełnienia szczególnych warunków, określonych przepisami prawa.

Chcąc podjąć taką działalność przedsiębiorca zobligowany jest do spełnienia konkretnych warunków wskazanych w przepisach prawnych, a w szczególności łącznego spełnienia dwóch przesłanek wynikających z ustawy o SDG. Chodzi po pierwsze o warunki szczególne, ujęte w odrębnych przepisach (tzw. warunki materialne), po drugie o dokonanie wpisu do rejestru działalności regulowanej, prowadzonego przez właściwe organy administracji publicznej (warunki formalne).

Dopełnieniem powyższych regulacji w zakresie działalności kantorowej jest przepis art. 40c PD. Zgodnie z nim, w przypadku stwierdzenia w toku kontroli rażącego naruszenia warunków wykonywania działalności kantorowej kontrolerzy występują do Prezesa Narodowego Banku Polskiego o wydanie decyzji o zakazie jej wykonywania.

Spełnienie opisanych warunków uchyla zatem ustawowy zakaz prowadzenia działalności gospodarczej. Należy przy tym zwrócić uwagę, że cytowane przepisy w żaden sposób nie odnoszą się do sposobu wykonywania działalności. Spełnienie wskazanych powyżej warunków ze strony  przedsiębiorcy umożliwia mu zatem nabycie ex lege publicznego prawa podmiotowego do podejmowania konkretnej działalności, bez konieczności uzyskania zgody ze strony właściwego organu. Ważne jest jednak, aby przez cały okres prowadzenia działalności regulowanej, warunki te były nadal spełniane w sposób ciągły.

Prowadzenie działalności kantorowej z wykorzystaniem systemów teleinformatycznych

Wskazać należy, że przedsiębiorca, który wykonuje działalność kantorową, jest obowiązany zgodnie z przepisami do:

  • prowadzenia na bieżąco ewidencji wszystkich operacji powodujących zmianę stanu wartości dewizowych i waluty polskiej,
  • prowadzenia, w godzinach działalności kantoru, kupna i sprzedaży wartości dewizowych będących rzedmiotem obrotu,
  • wydawania, w sposób zgodny z przepisami, dowody kupna i sprzedaży przy każdej umowie kupna lub sprzedaży wartości dewizowych.

Sprzedaż wartości dewizowych, kupionych w ramach działalności kantorowej, może być dokonywana po wprowadzeniu tych wartości do ewidencji operacji, powodujących zmianę stanu wartości dewizowych i waluty polskiej. Dokonuje się tego na podstawie wpisu określającego datę realizacji transakcji. Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Finansów z dnia 24 września 2004 r. w sprawie wyposażenia lokalu przeznaczonego do wykonywania działalności kantorowej oraz sposobu prowadzenia ewidencji i wydawania dowodów kupna i sprzedaży wartości dewizowych  ewidencja ta obejmuje wszelkie transakcje i operacje powodujące zmianę stanu wartości dewizowych i waluty polskiej, w tym:

  • transakcje rozliczane w kantorze,
  • transakcje rozliczane za pośrednictwem rachunków bankowych,
  • transakcje rozliczane w części w kantorze i w części za pośrednictwem rachunków bankowych,
  • operacje przemieszczania wartości dewizowych lub waluty polskiej między kasą a rachunkami bankowymi.

W ewidencji, o której mowa powyżej, ujmuje się między innymi datę zawarcia i  realizacji transakcji lub przeprowadzenia operacji. Ponadto zawiera ona rodzaj transakcji lub operacji (kupno, sprzedaż, zasilenie kasy z rachunku bankowego, odprowadzenie z kasy na rachunek bankowy), sposób rozliczenia transakcji (wpłata do kasy, wypłata z kasy, wpłata na rachunek bankowy, wypłata z rachunku bankowego, rozliczenie za pośrednictwem rachunków bankowych). Przedsiębiorca, prowadząc ewidencję, obowiązany jest zapewnić w każdym momencie możliwość ustalenia aktualnego stanu kasy w poszczególnych wartościach dewizowych i w walucie polskiej.

W art. 14 PD dotyczącym wymogów stawianych przedsiębiorcy wykonującemu działalność kantorową, ustawodawca wskazał, iż przedsiębiorca taki jest obowiązany zapewnić także m.in.:

  • prowadzenie, w godzinach działalności kantoru, ciągłego kupna i sprzedaży wartości dewizowych, będących przedmiotem obrotu, jednocześnie nie wspominając ani słowem o tym, że transakcje te muszą odbywać się ściśle w lokalu kantoru,
  • lokal i jego wyposażenie spełniające warunki techniczne i organizacyjne niezbędne do bezpiecznego i prawidłowego wykonywania czynności bezpośrednio związanych z działalnością kantorową (szczegółowo wymogi te precyzuje wspomniane już rozporządzenie Ministra Finansów z dnia 24 września 2004 r.).

Z uwagi na powyższe uregulowania, działalność kantorowa nie może być prowadzona jedynie za pośrednictwem Internetu.  Podmiot prowadzący taką działalność musi posiadać lokal. Warto jednak podkreślić, że transakcje mogą być również rozliczane za pomocą rachunków bankowych. Oznacza to zatem, że ustawodawca dopuścił możliwość nieobecności jednej ze stron w lokalu kantoru przy dokonywaniu transakcji. Co ważne, w żadnym przepisie PD ustawodawca nie zawarł obowiązku sprzedaży i kupna waluty wyłącznie w lokalu. Przyjęcie założenia, zgodnie z którym dokonywanie transakcji musi się odbywać tylko tam, powodowałoby praktyczny brak możliwości realizowania transakcji w inny sposób, w tym poprzez Internet, czy za pośrednictwem rachunków bankowych.

Artykuł 70 kodeksu cywilnego

Na koniec warto zwrócić uwagę również na to, że dokonywanie sprzedaży i kupna walut obcych za pośrednictwem serwisu internetowego nie stanowi wykonywania działalności kantorowej poza lokalem. Zgodnie z art. 70 § 2 kodeksu cywilnego w razie wątpliwości umowę poczytuje się za zawartą w miejscu otrzymania przez składającego ofertę oświadczenia o jej przyjęciu. Jeżeli nie jest wymagane dojście do składającego ofertę oświadczenia o jej przyjęciu albo oferta jest składana w postaci elektronicznej – w miejscu zamieszkania, lub siedzibie składającego ofertę w chwili zawarcia umowy.

Wynika z tego, że ilekroć podmiot prowadzący działalność kantorową składałby ofertę kupna lub sprzedaży waluty za pośrednictwem serwisu internetowego, czyniłby to niewątpliwie w postaci elektronicznej, zgodnie ze wskazanym przepisem  kodeksu cywilnego, czyli w miejscu zamieszkania albo siedzibie podmiotu prowadzącego działalność kantorową. Z tego powodu istotne jest , by miejsce prowadzenia tej działalności określać właśnie w miejscu zamieszkania lub siedzibie podmiotu prowadzącego taką działalność.

źródło: Obrót walutami przez internet

Strategia rynkowa czy marketingowa?

piątek, Maj 6th, 2011

Dowodzą temu różne badania i analizy prowadzone przez firmy badawcze lub doradcze, które bacznie przyglądają się tej kategorii firm. Są to organizacje, które mają bardzo istotny wpływ na rozwój naszej gospodarki. Odsyłam do badania KondycjaMarketingu.pl, które na grupie 923 przedsiębiorstw przeanalizowało obszary marketingu i sprzedaży właśnie w sektorze MSP. Wiedza płynąca z tej analizy dowodzi między inymi, że myślenie strategiczne w polskich małych i średnich przedsiębiorstwach opiera się na prostej zasadzie: produkt – rynek, czyli same ogólniki, które sprowadzają się do życzeniowego planu sprzedaży, który firma ma zrealizować w następnym roku. Metody, instrumenty, narzędzia, kwestia konkurencyjności, dynamika zmian na rynku, trendy, nowe zjawiska występujące na rynku – to wszystko jest co najwyżej omawiane, ale nie stanowi integralnej części strategii sprzedażowej. W strategii tej nie ma też najczęściej żadnych informacji o działaniach marketingowych, chociażby jako elemencie stricte reklamowym. Bo reklama to nadal koszt w klasyfikacji wydatków przedsiębiorstw, a nie inwestycja we wsparcie sprzedaży. Powyższe to jedynie zalążek całej masy nieporozumień, jakie mają miejsce w wielu polskich firmach, gdzie myślenie produktem i znajdowaniem nań rynku jest podstawą rozwoju firmy. Trudno się temu przeciwstawiać, jeśli firma sprzedaje, ale nie trudno przewidzieć, że wszystko jest kwestią czasu, że z czasem konkurencja zaoferuje lepszy produkt albo dostrzeże luki i znajdzie bardziej skuteczny sposób na klienta.

Tłumaczenie zasadności marketingu

Wszędzie na świecie “marketing” staje się fundamentem wszystkiego. Nawet o zwycięstwie polityków decyduje w znacznej mierze skuteczny marketing – najlepszym przykładem jest sam prezydent Barack Obama. Nie byłoby też sukcesu rynkowego każdego kolejnego produktu firmy Apple bez skoordynowanej polityki marketingowej. Planowanie, zarządzanie, innowacja ukierunkowane są pod potrzeby konsumenckie. Myślenie potrzebami nabywców – konsumentów docelowych stało się wręcz obsesją zagranicznych przedsiębiorstw. Ale dzięki temu właśnie potrafią rywalizować i wygrywać. Budować firmy, których rozwój imponuje swoją dynamiką, bo organizacje te w całości myślą i funkcjonują pro-rynkowo.

Tymczasem na naszym rynku ciągle trzeba przekonywać, że marketing to nie reklama, że marketing to nie branding, że marketing to w końcu nie ulotki, plakaty i strona internetowa. Termin “marketing” został wypaczony już na poziomie studiów wyższych, które od nastu lat opierają się wyłącznie na teorii odbiegającej znacznie od dzisiejszych standardów w marketingu w ogóle. Absolwent kierunku marketing i zarządzanie nie jest w stanie poradzić sobie z najprostszymi zadaniami marketingowymi, gdyż obeznany jest w wiedzę często odstającą od realiów. Marketing strategiczny rozwija się w Polsce żółwim tempem, bo nie ma go kto tworzyć. Faktem jest, że nadążamy i stosujemy zaawansowane, nowoczesne techniki takie, jak: viral, quirella, ambient, virus czy street marketing, ale co z tego, kiedy wszystko oparte jest na kreacji mającej niewiele wspólnego z wyróżnikiem rynkowym marki oraz potrzebami konsumenckimi. Po prostu wiele firm nie jest w stanie zawrzeć tych istotnych informacji w briefie, więc agencje reklamowe muszą same tworzyć kreację na zasadzie prób dopasowania się do oczekiwań Klienta. Ale i tym nie przejmuje się zbytnio wielu marketerów, bo ich przełożeni nie są w stanie sprawdzić wskaźnikowo wyników prowadzonych aktywności marketingowych. Wszystko wrzuca się zatem do jednego worka i liczy na efekty. Te są raczej zależną intuicji, szczęścia i wielu innych aspektów. Na dzień dzisiejszy gro firm w sektorze MSP operuje więc w taki sposób, konsekwentnie odrzucając oferty współpracy doradczej na poziomie strategii marketingowej. Jedno z badań firmy Pentor wykazało, że aż 68% firm MSP uważa, że posiada wystarczające kwalifikację i wiedzę do zaprojektowania strategii we własnym zespole. I to jest właśnie kluczowe błędne rozumowanie. Nie chodzi bowiem o deprecjonowanie wiedzy przedsiębiorstwa, a o świeże, zewnętrzne podejście. O wyzbycie się nawyków, rutyny. Spojrzenie okiem zewnętrznego konsultanta, którego głównym zadaniem jest bardziej inspirowanie Zarządu w kwestii, jak coś mogłoby wyglądać, co by to zmieniło, jak postępują inni i dlaczego im się udało. Codzienność operacyjna zabija w nas kreatywność, a przede wszystkim zabiera cenny czas, który moglibyśmy przeznaczyć na obserwację rynku, konsumentów, procesu sprzedaży, weryfikacji tego, jak to wszystko, co ustalane jest na zebraniach Zarządu ma się do rzeczywistości. Obliczono, że 83% czasu marketera w korporacji zabiera biurokracja (raporty, zestawienia, analizy). Będąc odpowiedzialnym za sprzedaż batonika w hipermarkecie nie można nie wiedzieć, jak wygląda to miejsce sprzedaży. Aż dziw bierze, że ponad połowa brand managerów raz na kwartał odwiedza najczęściej jedno miejsce sprzedaży w całej sieci dystrybucji.

Strategia rynkowa

Strategia marketingowa to już nie forma komunikacji, w którą wbija się produkt i dobiera media. Strategia marketingowa to strategia rynkowa. To filozofia całej firmy, która nastawiona jest na systematyczne i bardzo szczegółowe kontrolowanie, analizowanie, badanie potrzeb i preferencji konsumenckich. Ten, kto lepiej i szybciej wyczuje takie potrzeby, ten wygrywa. Konkurencyjność dzisiaj to walka nie tylko na froncie technologii, ale w równej mierze na półce sklepowej. Tam konsument widzi dziesiątki jogurtów, soków, dżemów, naście rodzajów piwa i wiele produktów tej samej kategorii. To samo dzieje się poza segmentem FMCG. Nie inaczej przecież jest z dachówkami, rynnami, pilarkami, kosiarkami. Każda kategoria jest nasycona ponad stan i w każdej kategorii wszyscy mają jakąś konkurencję. Elementem łączącym jest konsument. Firmy muszą zrozumieć i znaleźć sposób na skuteczne dotarcie do swoich konsumentów. Poznać ich preferencje, motywacje zakupowe, rozszyfrować metodologię pozyskiwania przez nich informacji o produkcie, określić co jest kryterium wyboru jednej oferty, a nie drugiej. Pozyskanie tej wiedzy daje potężne możliwości, które w konsekwencji mogą pozwolić firmie potęgować biznes za sprawą wyróżnika rynkowego i tzw. Big Idea – generalnego argumentu na przekonanie konsumenta do zakupu. Jednak w pierwszej kolejności trzeba wiedzieć co należy zbadać, a następnie dobrać właściwe narzędzia i rodzaje analiz lub badań, jakie należy wykonać. W drugiej kolejności oszacować swój “potencjał”, a w końcu przejść do konstruowania strategii rynkowej. Jej podstawą jest wybór kierunku rozwoju – wskazówka sprzedażowa, która nakreśla cel, sposoby, metodologię, instrumenty, narzędzia – wszystko, czym przedsiębiorstwo będzie taktycznie rozgrywać, aby sprzedawać więcej, lepiej, szybciej.

Myślenie strategiczne to umiejętność pozwalająca przewidywać i planować. To także świadome, poparte wnioskami z badań i analiz stawianie sobie celów – nawet tych ambitnych. Cel biznesowy integruje pracowników. Wyzwala w nich automotywację. W erze pracownika, kiedy większość dojrzałych organizacji opiera swój rozwój na kompetencjach, ludzie muszą znać cele przedsiębiorstwa, wiedzieć gdzie zmierza firma, co będzie sukcesem, a co porażką. Przynależność i identyfikowanie się z firmą nabiera obecnie wyjątkowego znaczenia. Szkoda, że kultura organizacyjna, która wpisuje się w strategię rynkową, w mniemaniu większości zarządzających w MSP, jest w chwili obecnej najbardziej abstrakcyjnym pojęciem stojącym również za marketingiem. I choć za strategią rynkową czy marketingową przemawia szereg konkretnych, szczegółowych argumentów nadal tak mało firm przekracza swoisty “Rubikon”, który odmieniłby ich na zawsze – umacniając ich pozycję i potęgując zarazem sprzedaż.

źródło: Strategia rynkowa czy marketingowa?

Zakupy grupowe #8211; kto zyskuje?

środa, Maj 4th, 2011

W zakupach grupowych uczestniczy coraz więcej firm, które sprzedają swoje produkty i usługi z rabatami jeśli tylko serwis pośredniczący zbierze odpowiednią liczbę chętnych. Pomysł bardzo prosty i wydawałoby się, że łatwy do skopiowania. Obecnie jesteśmy świadkami tworzenia wielu nowych portali, które oferują liczne zakupy grupowe, lub stanowią ich agregat.

Idea zakupów grupowych polega na tym, że aby konsument mógł kupić dany produkt lub usługę ze zniżką, wcześniej musi się zebrać odpowiednia ilość osób. Coraz większą popularnością zaczynają się cieszyć serwisy, które umożliwiają swoim użytkownikom otrzymywania wynagrodzenia za zrealizowane transakcje online.

Kto jest potęgą zakupów grupowych we Francji?

We Francji liczba e-klientów w roku 2010 wyniosła 23 mln osób, wynika z badań przeprowadzonych przez Federację sprzedaży na odległość – Fevad oraz Francuską Federację Eccomerce.

(kliknij obrazek aby go powiększyć)

Handel elektroniczny wzrósł we Francji w roku 2010 o 27% w stosunku do roku poprzedniego, a o 2,5% spadł handel w sklepach. Zjawisko to oczywiście jest powodem do niepokoju szczególnie właścicieli hipermarketów oraz małych, tradycyjnych sklepów. Rosnące zainteresowanie sprzedażą elektroniczną przyczyniło się do powstania setek sklepów internetowych we Francji. Tylko w ciągu roku 2010 liczba stron internetowych sklepów prowadzących sprzedaż online powiększyła się trzykrotnie.

Zakupy przez Internet stają się w szybkim tempie konkurencyjne dla handlu tradycyjnego. Dlaczego? Przede wszystkim e-zakupy są wygodniejsze, szybsze i coraz częściej tańsze.

We Francji do jedną z najpopularniejszych platform umożliwiających transakcje zakupów online jest Cashstore. Serwis bardzo szybko zdobył popularność wśród konsumentów, którzy robiąc zakupy mogą równocześnie zarabiać. W Polsce odpowiednikiem tej platformy  jest Szmalback.pl, który pozwala swoim użytkownikom gromadzić wynagrodzenie należne w zamian za dokonanie transakcji zakupowej.

„Rosnąca konkurencja na polskim rynku e-commerce wymusza coraz lepszą ofertę serwisów działających na tym rynku. Powstający i rozwijający się coraz dynamiczniej serwis Szmalback.pl wyróżnia się kładzeniem nacisku na proste i przejrzyste zasady działania zarówno dla sklepów jak i klientów, czego potwierdzeniem jest choćby prosta umowa dla sklepów jak i objęcie tym samym cashbackiem wszystkich produktów danego sklepu dla klientów.” mówi Przemysław Kułyk, V-ce Prezes Zarządu Szmalback.pl

Kto ma szansę?

Zarówno duże sieciówki jak i małe e-sklepy mają szansę zyskać podczas uczestniczenia w zakupach grupowych. Właściciele małych i średnich sklepów internetowych nie powinni się obawiać takiej formy współpracy, ponieważ średniej wielkości e-sklep jest o wiele bardziej elastyczny niż duże przedsiębiorstwa, w których panuje biurokracja.

Korzyści dla e-sklepów

Co nam daje obecność na takich serwisach jak szmalback.pl? Po pierwsze obecność na takich platformach to darmowa reklama dla e-sklepu zarówno w skali lokalnej jak i krajowej. Ponadto sklep internetowy ma dostęp do nieograniczonej bazy konsumentów – użytkowników serwisu. Bezpłatne pozyskanie klientów jest w chwili obecnej niezwykle istotne. Dodatkowo należy pamiętać o tym, że klient który kupi u nas np. myszkę i otrzyma z jej zakupu kilka procent, to z chęcią kupi również klawiaturę i inne akcesoria, z których również otrzyma dodatkowe prowizje. Kolejną istotną zaletą dla e-sklepu jest brak opłat stałych. Płacimy tylko za użytkownika, który zakupił dany produkt jako świadomy użytkownik serwisu – płacimy więc tylko w sytuacjach kiedy sami zarabiamy.

 

źródło: Zakupy grupowe #8211; kto zyskuje?

Zakupy grupowe #8211; kto zyskuje?

środa, Maj 4th, 2011

W zakupach grupowych uczestniczy coraz więcej firm, które sprzedają swoje produkty i usługi z rabatami jeśli tylko serwis pośredniczący zbierze odpowiednią liczbę chętnych. Pomysł bardzo prosty i wydawałoby się, że łatwy do skopiowania. Obecnie jesteśmy świadkami tworzenia wielu nowych portali, które oferują liczne zakupy grupowe, lub stanowią ich agregat.

Idea zakupów grupowych polega na tym, że aby konsument mógł kupić dany produkt lub usługę ze zniżką, wcześniej musi się zebrać odpowiednia ilość osób. Coraz większą popularnością zaczynają się cieszyć serwisy, które umożliwiają swoim użytkownikom otrzymywania wynagrodzenia za zrealizowane transakcje online.

Kto jest potęgą zakupów grupowych we Francji?

We Francji liczba e-klientów w roku 2010 wyniosła 23 mln osób, wynika z badań przeprowadzonych przez Federację sprzedaży na odległość – Fevad oraz Francuską Federację Eccomerce.

(kliknij obrazek aby go powiększyć)

Handel elektroniczny wzrósł we Francji w roku 2010 o 27% w stosunku do roku poprzedniego, a o 2,5% spadł handel w sklepach. Zjawisko to oczywiście jest powodem do niepokoju szczególnie właścicieli hipermarketów oraz małych, tradycyjnych sklepów. Rosnące zainteresowanie sprzedażą elektroniczną przyczyniło się do powstania setek sklepów internetowych we Francji. Tylko w ciągu roku 2010 liczba stron internetowych sklepów prowadzących sprzedaż online powiększyła się trzykrotnie.

Zakupy przez Internet stają się w szybkim tempie konkurencyjne dla handlu tradycyjnego. Dlaczego? Przede wszystkim e-zakupy są wygodniejsze, szybsze i coraz częściej tańsze.

We Francji do jedną z najpopularniejszych platform umożliwiających transakcje zakupów online jest Cashstore. Serwis bardzo szybko zdobył popularność wśród konsumentów, którzy robiąc zakupy mogą równocześnie zarabiać. W Polsce odpowiednikiem tej platformy  jest Szmalback.pl, który pozwala swoim użytkownikom gromadzić wynagrodzenie należne w zamian za dokonanie transakcji zakupowej.

„Rosnąca konkurencja na polskim rynku e-commerce wymusza coraz lepszą ofertę serwisów działających na tym rynku. Powstający i rozwijający się coraz dynamiczniej serwis Szmalback.pl wyróżnia się kładzeniem nacisku na proste i przejrzyste zasady działania zarówno dla sklepów jak i klientów, czego potwierdzeniem jest choćby prosta umowa dla sklepów jak i objęcie tym samym cashbackiem wszystkich produktów danego sklepu dla klientów.” mówi Przemysław Kułyk, V-ce Prezes Zarządu Szmalback.pl

Kto ma szansę?

Zarówno duże sieciówki jak i małe e-sklepy mają szansę zyskać podczas uczestniczenia w zakupach grupowych. Właściciele małych i średnich sklepów internetowych nie powinni się obawiać takiej formy współpracy, ponieważ średniej wielkości e-sklep jest o wiele bardziej elastyczny niż duże przedsiębiorstwa, w których panuje biurokracja.

Korzyści dla e-sklepów

Co nam daje obecność na takich serwisach jak szmalback.pl? Po pierwsze obecność na takich platformach to darmowa reklama dla e-sklepu zarówno w skali lokalnej jak i krajowej. Ponadto sklep internetowy ma dostęp do nieograniczonej bazy konsumentów – użytkowników serwisu. Bezpłatne pozyskanie klientów jest w chwili obecnej niezwykle istotne. Dodatkowo należy pamiętać o tym, że klient który kupi u nas np. myszkę i otrzyma z jej zakupu kilka procent, to z chęcią kupi również klawiaturę i inne akcesoria, z których również otrzyma dodatkowe prowizje. Kolejną istotną zaletą dla e-sklepu jest brak opłat stałych. Płacimy tylko za użytkownika, który zakupił dany produkt jako świadomy użytkownik serwisu – płacimy więc tylko w sytuacjach kiedy sami zarabiamy.

 

źródło: Zakupy grupowe #8211; kto zyskuje?

Zjeść ciastko i mieć ciastko czyli o serwisie w branży motoryzacyjnej

niedziela, Maj 1st, 2011

Produkty branży motoryzacyjnej łączy wspólna cecha – relatywnie wysoka cena. Dla przeciętnego klienta zakup samochodu to ważna decyzja, podejmowana co klika lat. Jeśli będzie zadowolony z zakupu, być może kolejny samochód wybierze w ramach tej samej marki. Jednak wiele może się zdarzyć w międzyczasie. Jak firmy motoryzacyjne mogą zadbać o lojalność swoich klientów?

Produkty stają się coraz doskonalsze, ale zarazem trudniej wyróżnić się nimi wśród konkurencji w obrębie danej klasy. Każda udana innowacja w produkcie zostanie bardzo szybko podpatrzona i udoskonalona. Przewagę konkurencyjną wynikającą z kompetencji i postaw pracowników zdecydowanie trudniej podrobić. Udoskonalenie obsługi to duże wyzwanie dla firm motoryzacyjnych. Czy warto w nie inwestować? Wiele wskazuje na to, że tak. Inwestycja w jakość obsługi serwisowej może nie tylko zapewniać regularne przychody, ale też w dłuższej perspektywie przyczynić się do zwiększenia lojalności klientów. Z raportu instytutu badania rynku J.D. Power and Associates i brytyjskiego magazynu motoryzacyjnego What Car? wynika, iż zapewnienie usług serwisowych gwarantujących wysoki poziom zadowolenia właścicieli samochodów może skutkować nawet czterokrotnym wzrostem lojalności klienta.

Na co najczęściej skarżą się klienci serwisów? Przede wszystkim na problemy w dostarczaniu właściwych części na czas czy nie zapewnienie auta zastępczego. Na te czynniki pracownicy obsługi najczęściej mają niewielki wpływ. Natomiast sposób, w jaki klient będzie informowany o opóźnieniach i niedogodnościach, zależy od pracowników obsługi i ma bardzo duże znaczenie. Elegancka marka, drogi produkt tworzą wysokie oczekiwania klientów wobec serwisu. Płacąc za usługi w autoryzowanym serwisie, spodziewają się, że na każdym kroku odczują tą wysoką jakość usługi i obsługi, wyższą niż w innym przypadkowym serwisie. Wybierając serwis autoryzowany może nie umieliby dokładnie dookreślić czego konkretnie oczekują od obsługi. Pewnie użyliby ogólnych stwierdzeń, że powinna być profesjonalna, porządna, fachowa itp. Jednak nie dajmy się zwieść, że klienci nie wiedzą czego chcą. Od tego, jak zostaną potraktowani, będzie zależało bardzo wiele. Zadowoleni chętnie wrócą do tego samego serwisu przy kolejnej okazji. Może nawet polecą go znajomym.

Działa to jednak i w drugą stronę. W sytuacji, gdy klienci będą niezadowoleni, powiedzą już precyzyjnie o co chodzi, na przykład, że w serwisie obsługa była nieuprzejma, musieli długo czekać, nikt ich nie poinformował o opóźnieniu itp. Mając kontakt z nieuprzejmym pracownikiem autoryzowanego serwisu klient może zniechęcić się również do marki i firmy. Myśl o zakupie kolejnego samochodu tej marki nie będzie już dla niego kusząca. Swoją opinią równie chętnie, a nawet z większym zapałem niż pochwałą, podzieli się ze znajomymi, a może też opisze ją na forum internetowym, żeby przestrzec innych. Takie opinie nie przyczynią się do pozyskania nowych klientów, którzy decyzję o wyborze marki nowego samochodu często konsultują ze znajomymi i poprzedzają przeglądaniem opinii w Internecie. Poza informacjami o jakości produktu z pewnością dotrą także do opinii o jakości serwisu i postawie jego pracowników.

Jak zadbać o satysfakcję i lojalność klientów serwisu? Przeszkodą na drodze ku zwiększeniu dbałości o jakość obsługi klientów są niskie inwestycje w odpowiednie przygotowanie pracowników i rozwijanie ich kompetencji. Są one często nawet dziesięciokrotnie niższe niż inwestycje w pracowników zajmujących się sprzedażą. Nie sprzyja to napływowi nowych pracowników o predyspozycjach do pracy w obsłudze klienta, która niestety ma dość niski prestiż w Polsce. Dlatego niezmiernie ważne jest, by umieścić jakość usług w centrum strategii biznesowej i konsekwentnie ją doskonalić przygotowując pracowników do odpowiadania na oczekiwania klienta. Najczęściej już zadbanie o dużą dostępność usług i przyjazne nastawnie do klientów tworzy ich pozytywne doznania. Nawet drobne zmiany, takie jak zapewnienie klientom możliwości wyboru preferowanego sposobu kontaktu z serwisem (telefon, SMS, e-mail), mogą przynieść duże korzyści. Innym istotnym obszarem jest również sprawna współpraca i wymiana informacji między pracownikami oraz współdziałanie, by niezawodnie odpowiadać na potrzeby klientów. Ponieważ interakcje z serwisem powtarzają się, zadbanie o ich niezawodność i miłą atmosferę, sprawi, że kontakt z serwisem nie stanie się udręką dla klientów.

Wracając do pytania o to, czy branży motoryzacyjnej udało się zjeść ciastko i ciągle je mieć, można powiedzieć, że na razie udało się to nielicznym. Jednak możemy przypuszczać, że z czasem coraz więcej firm dostrzeże jak długo można delektować się tym pysznym ciastkiem.

Raport Delloite, ‘Ladies and Gentlemen, Start Your Service Engines Competing on Service Excellence in the Automotive Industry’, 2011.

J.D. Power and Associates 2010 UK Vehicle Ownership Satisfaction Study (VOSS)℠

źródło: Zjeść ciastko i mieć ciastko czyli o serwisie w branży motoryzacyjnej

Na rynku handlu detalicznego przetrwają przygotowani

czwartek, Kwiecień 28th, 2011

Firma Euromonitor International podaje, że do końca 2010 roku upadnie około 4 tysięcy małych punktów handlowych, a eksperci twierdzą, że liczba ta może być nawet większa. Powodem jest słaba koniunktura, wzrost cen niektórych artykułów wywołany intensywnymi deszczami i powodziami, a także dalsza ekspansja dużych sieci, które zaczynają tworzyć mniejsze placówki. Wg danych AC Nielsen w przeciągu ostatnich 5 lat upadło ponad 20 tysięcy małych (poniżej 40 m.kw. powierzchni) sklepów. Liczba drobnych punktów handlowych spadła z prawie 74 tysięcy do trochę ponad 50. Wg szacunków Naczelnej Rady Zrzeszeń Handlu i Usług z rynku corocznie ubywa około 3500 sklepów, a przybywa ok. 1000. Z kolei w szybkim tempie przybywa punktów franczyzowych (około 3000 w branży spożywczej i przemysłowej).

Zwyczajowo winą za upadek lokalnych sklepików obarcza się wielkie sieci handlowe i niższe ceny, które dzięki skali swojej działalności takie obiekty mogą zaoferować. Czy to jest jedyny powód? I czy właściciele małych sklepików nie upraszczają rzeczywistości? Co trzeba zrobić, żeby przetrwać na rynku wielkich graczy? Na te pytania odpowiadają eksperci z . Przedstawiciele handlowi Target BPO docierają obecnie do ponad 70 000 sklepów w kraju, są świadkami zachodzących w nich zmian i posiadają dane o wynikach sprzedaży placówek w danych kategoriach produktów. Mogą porównać sytuację małych punktów sprzedaży i ich dużych konkurentów, gdyż w jednych i drugich są obecni, rozmawiają z właścicielami i pracownikami. Wreszcie, mogą ocenić atrakcyjność placówek detalicznych dla klientów, ponieważ każda wizyta w sklepie to możliwość spojrzenia na sklep okiem konsumenta.

Dlaczego sklepy nie wytrzymują konkurencji? Mocne i słabe strony mniejszych graczy

Przewaga cenowa i związana ze skalą działalności (np. większy wybór produktów) to nie jedyne powody, dla których rynek detaliczny uległ w ostatnich latach znaczącej zmianie.

- Okazuje się, że właściciele małych sklepów często nie są przygotowani do prowadzenia samodzielnego biznesu – brak im doświadczenia w zarządzaniu oraz długofalowej strategii działania. Sprawy nie ułatwia również niski kapitał początkowy, który już na wstępie przekreśla szansę na zapewnienie klientom szerokiego wyboru produktów – wylicza Łukasz Gajewski, prezes Target BPO. Dla oszczędności, ale również z braku świadomości jak kluczowa jest wiedza o handlu i budowaniu relacji z klientem, właściciele powierzają realizację zadań niewykwalifikowanym ekspedientom – często znajomym lub po prostu członkom rodziny. Takie osoby nie posiadają niezbędnej w branży znajomości narzędzi poprawiających dostępność i ekspozycję produktu – wyjaśnia.

Dłużej działającym na rynku kierownikom sklepów często brakuje również elastyczności – umiejętności analizowania trendów na rynku i reagowania na potrzeby odbiorców. Niekiedy kurczowo trzymają się wcześniej obranej linii działalności (spotyka się myślenie typu: to sprzedajemy od pięciu lat i będziemy to robić dalej) i mają duże opory przed wydłużeniem godzin otwarcia swoich placówek oraz przed pracą w weekendy.

Do czynników, które wpływają negatywnie na kondycję małych placówek należą często także:  brak czasu właściciela na dopilnowanie sklepów i codziennej kontroli nad sprzedażą (wiele małych punktów handlowych, to jedynie dodatkowe źródło dochodu ich właścicieli), bardzo wysokie czynsze najmowanych lokali oraz nieuregulowane należności w hurtowniach, co skutkuje niemożliwością podjęcia towaru przed zapłatą, brakiem możliwości uzupełniania asortymentu i wchodzeniem w spiralę powstawania nowych długów.

Sklepikarze często nie widzą również potrzeby zacieśniania współpracy z profesjonalnymi przedstawicielami handlowymi.

- Bardzo istotne jest to, czy sklepikarz jest otwarty na nowe rozwiązania. Część sprzedawców nie współpracuje z przedstawicielami handlowymi, uważając, że sami najlepiej zadecydują o wyborze, umiejscowieniu i sposobie ekspozycji produktu. Tymczasem często to właśnie przedstawiciele handlowi, posiadający doświadczenie zebrane w sklepach w całym kraju oraz dysponujący profesjonalnymi narzędziami i materiałami, są w stanie najlepiej zaplanować sprzedaż danego produktu w sklepie – wyjaśnia Magda Wysocka, Manager Projektu w Target BPO. – Takiego problemu nie ma w placówkach handlu nowoczesnego, które chętnie korzystają z pomocy przedstawicieli handlowych i czerpią z ich wiedzy.

Małe sklepy mają jednak niezaprzeczalne atuty, które – właściwie wykorzystane – mogą zdecydować o pozostaniu placówki na rynku. Zaletą punktów jest dostęp do świeżych produktów, często od lokalnych producentów oraz brak kolejek i oszczędność czasu. Kolejną mocną stroną jest to, że właściciele sklepów potrafią stworzyć relację ze swoim odbiorcą. Rotacja pracowników jest u nich mała, przez co obsługa przestaje być anonimowa i ma szansę zapamiętać upodobania swoich klientów, co w hipermarketach jest niemożliwe. Właściciele punktów są często bardzo wyczuleni na potrzeby odbiorców i zależy im na utrzymaniu relacji z klientami.

Polak na zakupach – jak wykorzystać jego nawyki?

Właściciele małych sklepów tworzenie biznes planu powinni zacząć od analizy zwyczajów zakupowych swoich odbiorców. Pomocą służą badania przeprowadzone przez instytuty i firmy badawcze.

Z badań Pentora# wynika że Polacy nadal lubią małe sklepy. Potwierdza to analiza Shopper Trends przeprowadzona przez firmę Nielsen# – Polacy  najczęściej, spośród państw Europy Środkowo-Wschodniej robią zakupy w sklepach handlu. Maleje liczba osób przeznaczających całość lub większość oszczędności na zakupy w sklepach samoobsługowych. Przyczyny tego zjawiska są różne: przyzwyczajenie, starzenie się społeczeństw, ale też kryzys i konieczność rozdzielania wydatków na parę tur (wg Pentor Research). Do codziennych drobnych zakupów w małych sklepach przyznaje się 27% konsumentów.  Jest to element naszej kultury, który nie ulega szybkim zmianom. W ten obszar, do niedawna zarezerwowany dla drobnych kupców, wkroczyły już sieci – otwierają mniejsze punkty, bardziej „przyjazne”, ale nadal działające pod szyldem największych graczy. Detaliści muszą więc liczyć się z rosnącą konkurencją.

Z raportu Makro wynika, że klienci odwiedzają mniejsze placówki, aby kupić pieczywo (89%), nabiał (56%), czy mięso (29%) – czyli poszukują produktów świeżych, wysokiej jakości. Detalista, który chce przyciągnąć klientów musi więc zaproponować im ich satysfakcjonujący wybór i dbać, by oferta znacząco różniła się pod względem jakości od dostępnej w sklepach wielko powierzchniowych.

Istotna jest lokalizacja – 79% konsumentów wg Pentora, nie chodzi na zakupy dłużej niż 10 minut. Z prowadzonych na rynku badań wynika wręcz, że bliskość sklepu to główna przyczyna odwiedzania go częściej niż kilka razy w tygodniu. Ważne jest również sąsiedztwo. Jeśli obok małego punktu pojawi się LIDL lub Polo Market, oferujące produkty w większej gamie i po niższej cenie, prawdopodobieństwo, że tradycyjny sklep upadnie jest bardzo duże. Pozostają jednak ogromne możliwości poszukiwania takich lokalizacji, w których nie będzie trzeba konkurować z gigantami.

Detaliści muszą liczyć się z koniecznością przeniesienia swojej placówki do innej lokalizacji, jeśli w pobliżu pojawi się zbyt silna konkurencja. Przejściowe trudności mogą okazać się jednak motorem do zmian na lepsze – mówi Łukasz Gajewski. – Podam tu pewien przykład. Przez kilka lat jeden z przedstawicieli handlowych Target BPO współpracował z właścicielem sklepu osiedlowego w Koszalinie. Placówka radziła sobie dobrze dopóki w jej pobliżu nie została otwarta Biedronka. Obroty w sklepie spadły i po około 2 miesiącach właściciel musiał go zamknąć. Zaczął szukać nowej lokalizacji. W końcu otworzył sklepik spożywczy o nazwie „Klęska” – w odniesieniu do klęski jaką poniósł w starciu z Biedronką – na dworcu PKP. Dobra lokalizacja, zapewniająca stały dopływ klientów, oraz rozszerzenie usługi również o mały mini bar z hot-dogami i zapiekankami to czynniki, które sprawiły, że sklep dziś doskonale prosperuje.

Dla Polaków cały czas istotne są relacje z personelem i jakość obsługi. Analizy opublikowane przez Makro# wskazują, że 86% respondentów jest zadowolonych z obsługi w swoich osiedlowych placówkach. Nadal silne są stare nawyki i sentymenty – aż 73% Polaków ma swój ulubiony sklep. I mimo, że dla większości naszych rodaków podstawowym kryterium wyboru sklepu w którym robią większe zakupy są niskie ceny i lokalizacja, to wartości takie jak miła obsługa, wysoka jakość towarów czy przyzwyczajenie są decydujące, gdy oferta placówek jest taka sama lub zbliżona do siebie lub gdy trzeba zrobić codzienne sprawunki. I tu otwiera się pole do popisu dla mniejszych graczy.

- Nie można zapominać o bardzo ważnym aspekcie psychologicznym, który działa na korzyść małych sklepów – mówi Magda Wysocka. – Dla wielu osób, np. ludzi starszych lub wychowujących małe dzieci, wizyta w sklepie pełni funkcję społeczną. Jest okazją do wymiany poglądów, rozmowy o codziennych kłopotach, czy choćby pogodzie. Niebagatelne znaczenie ma też poczucie bezpieczeństwa. Znajomy sprzedawca budzi zaufanie, można mieć pewność, że dobrze doradzi, gdy zapomnimy pieniędzy, pozwoli donieść je później. Tego nigdy nie będziemy mieć w większych sklepach.

Wygrać na rynku w czasach przemian

Mimo upadku tysięcy osiedlowych sklepików w ostatnich latach, sytuacja na rynku najprawdopodobniej będzie się stabilizować. W Polsce handel tradycyjny jest nadal bardzo silny i ma swoich stałych odbiorców.

- Przewiduję, że w ciągu najbliższych lat nie będziemy mieli już do czynienia z tak wyraźnymi zmianami w liczbie sklepów w poszczególnych segmentach. Rynek stopniowo się nasyca i wkrótce powinien się ustabilizować – analizuje Łukasz Gajewski. – Jak donosi Pentor liczba osób, które korzystają z usług małych placówek w ciągu ostatniego roku nie zmieniła się, tak samo jak nie zmienia się też liczba osób, które wykonują zakupy jedynie w hipermarketach.

To dobre wieści dla mniejszych graczy, którzy mają szansę rozwijać swój biznes, pod warunkiem, że dostrzegą odpowiednio szybko zmiany na rynku i w zwyczajach konsumenckich oraz w odpowiedni sposób na te zmiany zareagują. Obszarami, w którymi potrzebne są zdecydowane zmiany jest optymalny dobór i prezentacja asortymentu oraz oznakowanie i wystrój punktu sprzedaży (w tych aspektach mogą pomóc doświadczeni przedstawiciele handlowi lub specjaliści od merchandisingu) oraz  wydłużenie godzin pracy. Małe sklepy powinny być dłużej otwarte wieczorami (przynajmniej do godziny 18-19.00 kiedy wiele osób wraca po pracy do domu), a także w soboty i niedziele.

- Niedopuszczalne jest zamykanie sklepu na okres urlopu, czy np. z powodu niekorzystnych warunków atmosferycznych – np. deszczu, mrozu czy upału, co niestety zdarza się w Polsce dość powszechnie – mówi Łukasz Gajewski. – Klient, który wybierze się do sklepu w złą pogodę, tym bardziej nieprzyjemnie będzie zaskoczony zamkniętymi drzwiami lokalu. Następnym razem pójdzie do miejsca, któremu może zaufać. Wielu detalistów myśli, że nie stać ich na zatrudnienie zastępstwa na okres urlopu. Tak naprawdę bardziej opłaca się pozostawić otwarty sklep i nie zarobić nic przez miesiąc niż zamknąć i stracić stałych klientów.

Najsilniejsze są placówki, które znalazły swoją niszę – np. produktową, a których właściciele nie zdali się na łut szczęścia przy otwieraniu swojego biznesu, ale uważnie przeanalizowali otoczenie, w którym działają. Takie sklepy, przy wsparciu ze strony wykwalifikowanych merchandiserów i przedstawicieli handlowych, mają szansę nie tylko na utrzymanie się, ale na rozwój i zysk. Strategię podboju rynku opanowały już sklepy na nowych osiedlach w wielkich miastach. Ich właściciele dopasowują swoją ofertę do potrzeb odbiorców  – proponują zdrową, ekologiczną żywność zamiast tradycyjnych zestawów lub specjalizują się w konkretnym asortymencie (np. dobrych winach czy wędlinach). Takie punkty mają swój określony biznes plan i niszę określoną na podstawie analizy otoczenia, a ich właściciele – wiedzę z zakresu technik sprzedaży i merchandisingu, bazę współpracujących przedstawicieli handlowych oraz kompetencje managerskie. Rozumieją, że nie wygrają z hipermarketami i dyskontami ceną, ale świeżością produktu, jego wysoką jakością, elastycznością, otwartością i umiejętnością słuchania swoich odbiorców.

W grupie silniejsi

Dobrym rozwiązaniem dla małych sklepów może być organizowanie się w sieci i grupy (polski rynek w przeciwieństwie do państw zachodnich, jest bardzo rozdrobniony). Głównym atutem takiego rozwiązania jest możliwość wspólnego negocjowania cen – tworząc grupę zakupową detaliści zwiększają wolumen zamówienia, co daje pole do negocjacji z dostawcami. Gwałtowny rozwój sieci franczyzowych pokazuje, że dla klientów ważna jest również rozpoznawalna marka oraz stały, wysoki standard jaki zapewniają wymagania sieciowe. Jest to kolejne pole do popisu dla drobnych detalistów, którzy nie chcą płacić za dostęp do know-how i logo zewnętrznej firmy. Mogą się oni łączyć w większe, bardziej rozpoznawalne grupy. Wystarczy dobry plan i przygotowanie marketingowe i sprawne zarządzanie. Zarówno tutaj jak i w wypadku grup zakupowych głównym problemem jest jednak nieufność w stosunku do innych detalistów i brak otwartości na współpracę.

Najlepsi zyskają

Właściciele małych sklepów mają szansę na wygraną walkę z gigantami, jeśli, zamiast narzekać na swoją sytuację, podejmą wyzwanie i znajdą nowe możliwości działania na rynku – samodzielnie lub we współpracy z innymi. Postawa otwartości w stosunku do innych detalistów, opieranie decyzji biznesowych na badaniach, dostosowywanie się do zmieniających się warunków na rynku, korzystanie z pomocy przedstawicieli handlowych to czynniki, które wyróżniają najsilniejszych graczy i które pozwolą im na przetrwanie trudnego okresu związanego z obniżoną koniunkturą i na umocnienie swojej pozycji względem słabszej konkurencji.

źródło: Na rynku handlu detalicznego przetrwają przygotowani

Na rynku handlu detalicznego przetrwają przygotowani

czwartek, Kwiecień 28th, 2011

Firma Euromonitor International podaje, że do końca 2010 roku upadnie około 4 tysięcy małych punktów handlowych, a eksperci twierdzą, że liczba ta może być nawet większa. Powodem jest słaba koniunktura, wzrost cen niektórych artykułów wywołany intensywnymi deszczami i powodziami, a także dalsza ekspansja dużych sieci, które zaczynają tworzyć mniejsze placówki. Wg danych AC Nielsen w przeciągu ostatnich 5 lat upadło ponad 20 tysięcy małych (poniżej 40 m.kw. powierzchni) sklepów. Liczba drobnych punktów handlowych spadła z prawie 74 tysięcy do trochę ponad 50. Wg szacunków Naczelnej Rady Zrzeszeń Handlu i Usług z rynku corocznie ubywa około 3500 sklepów, a przybywa ok. 1000. Z kolei w szybkim tempie przybywa punktów franczyzowych (około 3000 w branży spożywczej i przemysłowej).

Zwyczajowo winą za upadek lokalnych sklepików obarcza się wielkie sieci handlowe i niższe ceny, które dzięki skali swojej działalności takie obiekty mogą zaoferować. Czy to jest jedyny powód? I czy właściciele małych sklepików nie upraszczają rzeczywistości? Co trzeba zrobić, żeby przetrwać na rynku wielkich graczy? Na te pytania odpowiadają eksperci z . Przedstawiciele handlowi Target BPO docierają obecnie do ponad 70 000 sklepów w kraju, są świadkami zachodzących w nich zmian i posiadają dane o wynikach sprzedaży placówek w danych kategoriach produktów. Mogą porównać sytuację małych punktów sprzedaży i ich dużych konkurentów, gdyż w jednych i drugich są obecni, rozmawiają z właścicielami i pracownikami. Wreszcie, mogą ocenić atrakcyjność placówek detalicznych dla klientów, ponieważ każda wizyta w sklepie to możliwość spojrzenia na sklep okiem konsumenta.

Dlaczego sklepy nie wytrzymują konkurencji? Mocne i słabe strony mniejszych graczy

Przewaga cenowa i związana ze skalą działalności (np. większy wybór produktów) to nie jedyne powody, dla których rynek detaliczny uległ w ostatnich latach znaczącej zmianie.

- Okazuje się, że właściciele małych sklepów często nie są przygotowani do prowadzenia samodzielnego biznesu – brak im doświadczenia w zarządzaniu oraz długofalowej strategii działania. Sprawy nie ułatwia również niski kapitał początkowy, który już na wstępie przekreśla szansę na zapewnienie klientom szerokiego wyboru produktów – wylicza Łukasz Gajewski, prezes Target BPO. Dla oszczędności, ale również z braku świadomości jak kluczowa jest wiedza o handlu i budowaniu relacji z klientem, właściciele powierzają realizację zadań niewykwalifikowanym ekspedientom – często znajomym lub po prostu członkom rodziny. Takie osoby nie posiadają niezbędnej w branży znajomości narzędzi poprawiających dostępność i ekspozycję produktu – wyjaśnia.

Dłużej działającym na rynku kierownikom sklepów często brakuje również elastyczności – umiejętności analizowania trendów na rynku i reagowania na potrzeby odbiorców. Niekiedy kurczowo trzymają się wcześniej obranej linii działalności (spotyka się myślenie typu: to sprzedajemy od pięciu lat i będziemy to robić dalej) i mają duże opory przed wydłużeniem godzin otwarcia swoich placówek oraz przed pracą w weekendy.

Do czynników, które wpływają negatywnie na kondycję małych placówek należą często także:  brak czasu właściciela na dopilnowanie sklepów i codziennej kontroli nad sprzedażą (wiele małych punktów handlowych, to jedynie dodatkowe źródło dochodu ich właścicieli), bardzo wysokie czynsze najmowanych lokali oraz nieuregulowane należności w hurtowniach, co skutkuje niemożliwością podjęcia towaru przed zapłatą, brakiem możliwości uzupełniania asortymentu i wchodzeniem w spiralę powstawania nowych długów.

Sklepikarze często nie widzą również potrzeby zacieśniania współpracy z profesjonalnymi przedstawicielami handlowymi.

- Bardzo istotne jest to, czy sklepikarz jest otwarty na nowe rozwiązania. Część sprzedawców nie współpracuje z przedstawicielami handlowymi, uważając, że sami najlepiej zadecydują o wyborze, umiejscowieniu i sposobie ekspozycji produktu. Tymczasem często to właśnie przedstawiciele handlowi, posiadający doświadczenie zebrane w sklepach w całym kraju oraz dysponujący profesjonalnymi narzędziami i materiałami, są w stanie najlepiej zaplanować sprzedaż danego produktu w sklepie – wyjaśnia Magda Wysocka, Manager Projektu w Target BPO. – Takiego problemu nie ma w placówkach handlu nowoczesnego, które chętnie korzystają z pomocy przedstawicieli handlowych i czerpią z ich wiedzy.

Małe sklepy mają jednak niezaprzeczalne atuty, które – właściwie wykorzystane – mogą zdecydować o pozostaniu placówki na rynku. Zaletą punktów jest dostęp do świeżych produktów, często od lokalnych producentów oraz brak kolejek i oszczędność czasu. Kolejną mocną stroną jest to, że właściciele sklepów potrafią stworzyć relację ze swoim odbiorcą. Rotacja pracowników jest u nich mała, przez co obsługa przestaje być anonimowa i ma szansę zapamiętać upodobania swoich klientów, co w hipermarketach jest niemożliwe. Właściciele punktów są często bardzo wyczuleni na potrzeby odbiorców i zależy im na utrzymaniu relacji z klientami.

Polak na zakupach – jak wykorzystać jego nawyki?

Właściciele małych sklepów tworzenie biznes planu powinni zacząć od analizy zwyczajów zakupowych swoich odbiorców. Pomocą służą badania przeprowadzone przez instytuty i firmy badawcze.

Z badań Pentora# wynika że Polacy nadal lubią małe sklepy. Potwierdza to analiza Shopper Trends przeprowadzona przez firmę Nielsen# – Polacy  najczęściej, spośród państw Europy Środkowo-Wschodniej robią zakupy w sklepach handlu. Maleje liczba osób przeznaczających całość lub większość oszczędności na zakupy w sklepach samoobsługowych. Przyczyny tego zjawiska są różne: przyzwyczajenie, starzenie się społeczeństw, ale też kryzys i konieczność rozdzielania wydatków na parę tur (wg Pentor Research). Do codziennych drobnych zakupów w małych sklepach przyznaje się 27% konsumentów.  Jest to element naszej kultury, który nie ulega szybkim zmianom. W ten obszar, do niedawna zarezerwowany dla drobnych kupców, wkroczyły już sieci – otwierają mniejsze punkty, bardziej „przyjazne”, ale nadal działające pod szyldem największych graczy. Detaliści muszą więc liczyć się z rosnącą konkurencją.

Z raportu Makro wynika, że klienci odwiedzają mniejsze placówki, aby kupić pieczywo (89%), nabiał (56%), czy mięso (29%) – czyli poszukują produktów świeżych, wysokiej jakości. Detalista, który chce przyciągnąć klientów musi więc zaproponować im ich satysfakcjonujący wybór i dbać, by oferta znacząco różniła się pod względem jakości od dostępnej w sklepach wielko powierzchniowych.

Istotna jest lokalizacja – 79% konsumentów wg Pentora, nie chodzi na zakupy dłużej niż 10 minut. Z prowadzonych na rynku badań wynika wręcz, że bliskość sklepu to główna przyczyna odwiedzania go częściej niż kilka razy w tygodniu. Ważne jest również sąsiedztwo. Jeśli obok małego punktu pojawi się LIDL lub Polo Market, oferujące produkty w większej gamie i po niższej cenie, prawdopodobieństwo, że tradycyjny sklep upadnie jest bardzo duże. Pozostają jednak ogromne możliwości poszukiwania takich lokalizacji, w których nie będzie trzeba konkurować z gigantami.

Detaliści muszą liczyć się z koniecznością przeniesienia swojej placówki do innej lokalizacji, jeśli w pobliżu pojawi się zbyt silna konkurencja. Przejściowe trudności mogą okazać się jednak motorem do zmian na lepsze – mówi Łukasz Gajewski. – Podam tu pewien przykład. Przez kilka lat jeden z przedstawicieli handlowych Target BPO współpracował z właścicielem sklepu osiedlowego w Koszalinie. Placówka radziła sobie dobrze dopóki w jej pobliżu nie została otwarta Biedronka. Obroty w sklepie spadły i po około 2 miesiącach właściciel musiał go zamknąć. Zaczął szukać nowej lokalizacji. W końcu otworzył sklepik spożywczy o nazwie „Klęska” – w odniesieniu do klęski jaką poniósł w starciu z Biedronką – na dworcu PKP. Dobra lokalizacja, zapewniająca stały dopływ klientów, oraz rozszerzenie usługi również o mały mini bar z hot-dogami i zapiekankami to czynniki, które sprawiły, że sklep dziś doskonale prosperuje.

Dla Polaków cały czas istotne są relacje z personelem i jakość obsługi. Analizy opublikowane przez Makro# wskazują, że 86% respondentów jest zadowolonych z obsługi w swoich osiedlowych placówkach. Nadal silne są stare nawyki i sentymenty – aż 73% Polaków ma swój ulubiony sklep. I mimo, że dla większości naszych rodaków podstawowym kryterium wyboru sklepu w którym robią większe zakupy są niskie ceny i lokalizacja, to wartości takie jak miła obsługa, wysoka jakość towarów czy przyzwyczajenie są decydujące, gdy oferta placówek jest taka sama lub zbliżona do siebie lub gdy trzeba zrobić codzienne sprawunki. I tu otwiera się pole do popisu dla mniejszych graczy.

- Nie można zapominać o bardzo ważnym aspekcie psychologicznym, który działa na korzyść małych sklepów – mówi Magda Wysocka. – Dla wielu osób, np. ludzi starszych lub wychowujących małe dzieci, wizyta w sklepie pełni funkcję społeczną. Jest okazją do wymiany poglądów, rozmowy o codziennych kłopotach, czy choćby pogodzie. Niebagatelne znaczenie ma też poczucie bezpieczeństwa. Znajomy sprzedawca budzi zaufanie, można mieć pewność, że dobrze doradzi, gdy zapomnimy pieniędzy, pozwoli donieść je później. Tego nigdy nie będziemy mieć w większych sklepach.

Wygrać na rynku w czasach przemian

Mimo upadku tysięcy osiedlowych sklepików w ostatnich latach, sytuacja na rynku najprawdopodobniej będzie się stabilizować. W Polsce handel tradycyjny jest nadal bardzo silny i ma swoich stałych odbiorców.

- Przewiduję, że w ciągu najbliższych lat nie będziemy mieli już do czynienia z tak wyraźnymi zmianami w liczbie sklepów w poszczególnych segmentach. Rynek stopniowo się nasyca i wkrótce powinien się ustabilizować – analizuje Łukasz Gajewski. – Jak donosi Pentor liczba osób, które korzystają z usług małych placówek w ciągu ostatniego roku nie zmieniła się, tak samo jak nie zmienia się też liczba osób, które wykonują zakupy jedynie w hipermarketach.

To dobre wieści dla mniejszych graczy, którzy mają szansę rozwijać swój biznes, pod warunkiem, że dostrzegą odpowiednio szybko zmiany na rynku i w zwyczajach konsumenckich oraz w odpowiedni sposób na te zmiany zareagują. Obszarami, w którymi potrzebne są zdecydowane zmiany jest optymalny dobór i prezentacja asortymentu oraz oznakowanie i wystrój punktu sprzedaży (w tych aspektach mogą pomóc doświadczeni przedstawiciele handlowi lub specjaliści od merchandisingu) oraz  wydłużenie godzin pracy. Małe sklepy powinny być dłużej otwarte wieczorami (przynajmniej do godziny 18-19.00 kiedy wiele osób wraca po pracy do domu), a także w soboty i niedziele.

- Niedopuszczalne jest zamykanie sklepu na okres urlopu, czy np. z powodu niekorzystnych warunków atmosferycznych – np. deszczu, mrozu czy upału, co niestety zdarza się w Polsce dość powszechnie – mówi Łukasz Gajewski. – Klient, który wybierze się do sklepu w złą pogodę, tym bardziej nieprzyjemnie będzie zaskoczony zamkniętymi drzwiami lokalu. Następnym razem pójdzie do miejsca, któremu może zaufać. Wielu detalistów myśli, że nie stać ich na zatrudnienie zastępstwa na okres urlopu. Tak naprawdę bardziej opłaca się pozostawić otwarty sklep i nie zarobić nic przez miesiąc niż zamknąć i stracić stałych klientów.

Najsilniejsze są placówki, które znalazły swoją niszę – np. produktową, a których właściciele nie zdali się na łut szczęścia przy otwieraniu swojego biznesu, ale uważnie przeanalizowali otoczenie, w którym działają. Takie sklepy, przy wsparciu ze strony wykwalifikowanych merchandiserów i przedstawicieli handlowych, mają szansę nie tylko na utrzymanie się, ale na rozwój i zysk. Strategię podboju rynku opanowały już sklepy na nowych osiedlach w wielkich miastach. Ich właściciele dopasowują swoją ofertę do potrzeb odbiorców  – proponują zdrową, ekologiczną żywność zamiast tradycyjnych zestawów lub specjalizują się w konkretnym asortymencie (np. dobrych winach czy wędlinach). Takie punkty mają swój określony biznes plan i niszę określoną na podstawie analizy otoczenia, a ich właściciele – wiedzę z zakresu technik sprzedaży i merchandisingu, bazę współpracujących przedstawicieli handlowych oraz kompetencje managerskie. Rozumieją, że nie wygrają z hipermarketami i dyskontami ceną, ale świeżością produktu, jego wysoką jakością, elastycznością, otwartością i umiejętnością słuchania swoich odbiorców.

W grupie silniejsi

Dobrym rozwiązaniem dla małych sklepów może być organizowanie się w sieci i grupy (polski rynek w przeciwieństwie do państw zachodnich, jest bardzo rozdrobniony). Głównym atutem takiego rozwiązania jest możliwość wspólnego negocjowania cen – tworząc grupę zakupową detaliści zwiększają wolumen zamówienia, co daje pole do negocjacji z dostawcami. Gwałtowny rozwój sieci franczyzowych pokazuje, że dla klientów ważna jest również rozpoznawalna marka oraz stały, wysoki standard jaki zapewniają wymagania sieciowe. Jest to kolejne pole do popisu dla drobnych detalistów, którzy nie chcą płacić za dostęp do know-how i logo zewnętrznej firmy. Mogą się oni łączyć w większe, bardziej rozpoznawalne grupy. Wystarczy dobry plan i przygotowanie marketingowe i sprawne zarządzanie. Zarówno tutaj jak i w wypadku grup zakupowych głównym problemem jest jednak nieufność w stosunku do innych detalistów i brak otwartości na współpracę.

Najlepsi zyskają

Właściciele małych sklepów mają szansę na wygraną walkę z gigantami, jeśli, zamiast narzekać na swoją sytuację, podejmą wyzwanie i znajdą nowe możliwości działania na rynku – samodzielnie lub we współpracy z innymi. Postawa otwartości w stosunku do innych detalistów, opieranie decyzji biznesowych na badaniach, dostosowywanie się do zmieniających się warunków na rynku, korzystanie z pomocy przedstawicieli handlowych to czynniki, które wyróżniają najsilniejszych graczy i które pozwolą im na przetrwanie trudnego okresu związanego z obniżoną koniunkturą i na umocnienie swojej pozycji względem słabszej konkurencji.

źródło: Na rynku handlu detalicznego przetrwają przygotowani

Search
Reklama
katalog
Elade Elade
Sklep internetowy połączenia elektroniczne bezpośredni importer
leasing sprzętu it
sulphur
Widowiskowa i skuteczna reklama zewnętrzna dla twojego biznesu
Uzdrowiska
Profesjonalne call center ctdp czeka na Twoją firmę.
Zobacz rozmowa o prace tylko tutaj.
kapela na wesele warszawa
ekskluzywne pióra
microsoft office 2010 microsoft office 2010 microsoft office 2010
wózki dla dzieci
programy magazynowe
nagłośnienie sceniczne
Bookmarks